lutego 08, 2018

Zużycia stycznia 2018

Zużycia stycznia 2018

Pora na podsumowanie zużyć stycznia :) Wydaje mi się, że jak na jeden miesiąc jest tego sporo, choć wiadomo mogło być więcej, ale zużywam tyle ile potrzebuję :) Ogólnie jestem zadowolona z tej ilości i że części kosmetyków w końcu się pozbyłam. Z wieloma rozstawałam się raczej ze smutkiem, ale o tym dalej.

Zużycia stycznia 2018

To szok, że zużyłam trzy płyny dwufazowe do demakijażu, choć przyznam, że tego z Nivea zostało mi około 1/3 opakowania, ale moja twarz (okolice oczu) cierpiała po używaniu go, więc nie zamierzałam się dalej męczyć. Jego recenzja pojawiła się TUTAJ.
Aube na początku mi się spodobał i dziwiłam się, czemu Basia tak go krytykowała :D Ale im częściej po niego sięgałam to tym bardziej miałam go dość. Denerwowało mnie używanie go, bo był okropnie tłusty, w końcu ten zapach stał się męczący. Nie powiem, tragiczny nie był, ale nie mam ochoty na powtórkę. Do tego był bardzo niewydajny, bo zużyłam go nie wiem dokładnie, ale niecałe 3 tygodnie?!
Za to takim totalnym bublem dla mnie okazała się dwufazówka Lumene. Chciałam w grudniu kupić pełnowymiarowe opakowanie, jak dobrze że się wstrzymałam i w kalendarzu adwentowym znalazłam miniaturkę! Po pierwszym użyciu byłam nastawiona pozytywnie, bo jakoś sobie poradził, ale im dalej w las tym gorzej. Rozmazywał makijaż, nie mógł domyć tuszu, nie mówiąc o pomadzie do brwi, przez co używałam cztery waciki na domycie samego makijażu oka, a nie dwóch jak to jest teraz. Nie podrażnił mnie, ale samo to, że nie mógł poradzić sobie z makijażem dyskwalifikuje go.

Zużycia stycznia 2018

Hydrolat z drzewa herbacianego ZSK to przedziwny kosmetyk. Ogólnie hydrolaty uwielbiam i stosuję codziennie jako tonik i jeszcze żaden nie powodował u mnie podrażnienia. A ten, gdy cera miała gorszy dzień i była podrażniona, albo zaczerwieniona nie łagodził, a wręcz powodował gorsze pieczenie i czerwoną twarz (aż miało się wrażenie gorąca). Ale gdy cera wygląda super i nic się nie działo to oczyszczał, pielęgnował i nic złego się nie działo. Ale nie wrócę do niego, jest tyle innych hydrolatów wartych uwagi :)
Czarne mydło z maroka Beaute Marrakech naprawdę polubiłam i cieszę się, że mam kolejne, tylko w innej wersji zapachowej. Z rękawicą Kessa coś świetnego, a recenzję znajdziecie tutaj
Regenerująca emulsja Kueshi zawiera w sobie śluz ślimaka i już tym mnie zachęcił do używania. W sumie naprawdę dobry krem i polubiłam go, jednak dziwne, bo skończył się strasznie szybko, a wcale go dużo nie używałam, aż mi się nie chce wierzyć, że w opakowaniu było te 30ml.
W probówce znalazł się olejek myjący Biochemii Urody, którego odlewkę dostałam od Pauliny na ostatnim spotkaniu przy kawce :) Spodobał mi się i mam chęć na więcej.
 
Zużycia stycznia 2018

Maseczka bąblująca, czy bąbelkująca (jak zwał tak zwał) to był hit blogosfery. Dlatego sama skusiłam się na takową i zamówiłam na aliexpress. Efekty jakie dawała były całkiem ok, jednak to łaskotanie denerwowało mnie i swędziała mnie twarz :D I w sumie cieszę się, że to już koniec. A pisałam o niej tutaj.
Peeling do ciała Body boom to naprawdę ciekawy produkt! Taka saszetka wystarczyła mi na 3 użycia całego ciała, więc naprawdę nieźle. Choć producent powinien pomyśleć o zmianie opakowania, bo coś takiego pod prysznicem używa się strasznie. Zaraz całe opakowanie jest mokre (do środka nic się i tak nie dostanie, bo jest folia ochronna) i zostaje kawa na zamknięciu. Działanie ma świetne, ale potem mycie prysznica to tragedia :D
Mydło do rąk w płynie Balea jest moim ulubionym, bo mam łatwy dostęp (sklep z niemieckimi kosmetykami w bloku) i duży wybór zapachów przy niskiej cenie :) A ten zapach Rose elegance był prześliczny, nie jakiś mocno różany, delikatny i subtelny.

Zużycia stycznia 2018

W swojej szafie znalazłam jeszcze sól do kąpieli Starej mydlarni i szok, że o niej zapomniałam! Była zużyta w 3/4 opakowania, wiec resztę zużyłam na kilka razy na kąpiel stóp :) Zapach cudowny, pachnie lasem, dość ciężki zapach, ale niesamowicie przyjemny.
Dezodorant Nivea był ok, choć bez większego szału. Lubię dezodoranty na co dzień, bo świetnie odświeżają, ale u mnie nie chronią jak trzeba, zwłaszcza w przypadku większego stresu czy wysiłku. 
Pasta do zębów Ecodenta - myślę, że skuszę się jeszcze na nią. Mam wrażenie, że zęby są jaśniejsze, jednak nie mam pewności, bo oczywiście nie zrobiłam żadnych zdjęć porównawczych ;)
Dawny zakup w Lush to T for Toes, czyli sypki puder do stóp, który ma niwelować brzydki zapach stóp. W sumie mąż po niego sięgał, ale jak widać sporadycznie, bo kupiłam go baaardzo dawno, a zostało go sporo, ale niestety termin ważności minął już chwilę temu, więc wolałam już wyrzucić :( Zapach miał cudowny, ziołowy, świeży i bardzo intensywny.

Zużycia stycznia 2018

Maska do włosów Cosnature mimo, że naturalna nie cierpiałam jej. Zapach od samego początku mnie odrzucał, konsystencja trochę jak masło, a nie widziałam żadnych efektów. A na siłę nie miałam zamiaru jej zużywać.
Wcierka do włosów Jantar, z której bardzo się cieszyłam, gdy znalazła się w jednym z pudełek ShinyBoxa. Niestety, ale u mnie się nie sprawdziła. Używałam jej prawie przed każdym myciem i po tym czasie nie widzę poprawy na jaką liczyłam. A chciałabym zobaczyć chociażby nowe babyhair ;)

Zużycia stycznia 2018

Straciłam też kilka kosmetyków z kolorówki. Podkład Dr Irena Eris Provoke był jednym z moich ulubionych i sięgałam po niego najczęściej. A jak się skonczył to byłam trochę w szoku, bo nie spodziewałam się, że tak szybko dobije dna. A teraz mi trochę smutno, bo żaden z podkładów, które teraz mam otwarte nie spełnia moich oczekiwań jak tamten :D Ah te problemy pierwszego świata ;)
Wyrzuciłam dwie pomadki matowe Bourjous, które już wiele przeżyły ze mną ;) Były świetne, ale niestety konsystencja już była nie taka jak kiedyś. Wyrzuciłam też róż Bourjois, który mam nie wiem już ile lat, a sięgałam po niego sporadycznie? Ładny kolor, ale już czas był na niego.
Tusz Lovely Pump Up to jeden z lepszych tuszy niższych marek jakie miałam. Na pewno kupię jeszcze nie raz ;) A szczoteczkę sobie zostawiłam do rozczesywania rzęs ;D
Musiałam wyrzucić korektor Pixie, który znalazłam kiedyś w pudełku ShinyBox, bo się przeterminował. W sumie szkoda, ale i tak sięgałam po niego baaardzo rzadko.
No i zdenkowałam bronzer benefit Hoola. Szkoda, bo bardzo go lubiłam, kolor był dla mnie idealny, pigmentacja również. Póki co daję szansę mineralnemu bronzerowi i kupiłam Pixie.

Zużycia stycznia 2018

Maska MultiBioMask w wersji oczyszczająco-nawilżającej najbardziej przypadła mi do gustu z tych podwójnych maseczek tej firmy. Działa jak trzeba, bo jedna część nawilża, a druga oczyszcza i zamyka pory.
Maska Mizon eye gel mask - lubię firmę Mizon i ich kosmetyki, dlatego skusiłam się na taką maseczkę na okolice oczu. Przedziwna maska, ale robi co trzeba, czyli nawilża, napina skórę, jednak brakuje mi tutaj czegoś na resztę twarzy.
Maseczka algowa Bielendy (w srebrnym opakowaniu) w wersji z glinką była świetna i moja skóra wyglądała po niej naprawdę dobrze, tak samo jak po maskach algowych Lirene. Naprawdę świetne kosmetyki i niedługo porównam je ze sobą :)
Maseczka chic chiq chocolate trochę mnie rozczarowała, pachniała dość mocno czekoladowo, ładnie zastygła jak algowa maseczka, ale o niej napiszę jeszcze za jakiś czas więcej.
Płatki pod oczy Exclusive były ok, choć nic poza nawilżeniem moim podkowom nie zrobiły ;)
Vianek maseczka do cery naczynkowej wystarczyła mi na dwa użycia i to taka zwykła maseczka z czerwoną glinką, całkiem przyjemna, jednak nie mam ochoty na więcej.
Jeju mask Sesamis - maska w płachcie, która świetnie nawilżyła moją cerę, nie podrażniła. Łagodzi podrażnienia i odświeża cerę, chętnie skusiłabym się na więcej :)
Maska kompres na dłonie - kupione w Biedronce na spróbowanie, ale efekt jednorazowy. Po nałożeniu wieczorem było super, a rano problem suchych dłoni niestety znów się pojawił.  F-Vit C to w sumie próbka witaminy C w saszetce z shinyBoxa, ale wolę jednak witaminę C w tabletkach. A ta mała saszetka to peeling od ust Tisane, o którym chwilę temu pisałam. Zawieruszył mi się wśród kosmetyków i ostatnio znalazłam drugą saszetkę i od razu po nią sięgnęłam. Świetnie peelinguje usta i nawilża :)


A jak Wasze zużycia? :)




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Cosmetics my Addiction | BEAUTY BLOG , Blogger